Na końcu drogi

Budowanie od podstaw modeli pojazdów, które nie są oferowane przez żadnych producentów, to wyzwanie które podejmują jedynie najbardziej doświadczeni hobbyści. Do tego grona z pewnością można zaliczyć Marcina Jankowskiego, który stworzył już kilka rewelacyjnych modeli ciężarówek w jego ulubionej skali 1/35.

Artykuł pochodzi z magazynu Truck&Trailer 1/2022 – etruckandtrailer.com

Zapewne po obejrzeniu opublikowanych w tym miejscu zdjęć „styranego” pracą i życiem furgonu Star 29, wielu z naszych czytelników może czuć się nieco zdezorientowanymi i zadaje sobie pytanie: model to, czy też prawdziwa ciężarówka? Pozwólmy zatem aby sam Marcin opowiedział nam o swoim dziele i opisał kulisy powstania tak wspaniale odwzorowujących rzeczywistość kreacji.

Prezentowany model to Star 29 czyli zmodernizowany następca pierwszych Polskich ciężarówek niskiej ładowności typu Star 20, 25 i 27. Replikę zbudowałem na podstawie oryginalnego Stara 29 znalezionego gdzieś pod Warszawą. Uważam, że tylko po dokładnym zwymiarowaniu oryginału i zaopatrzeniu się w szczegółową dokumentację zdjęciową, można zbudować wierną miniaturę, która będzie pozbawioną zaburzeń proporcji i możliwie najwierniej odwzorowującą rzeczywistość. Niestety, czasem budowę modelu można tylko oprzeć na dokumentacji znalezionej w sieci, która na ogół jest mocno ograniczona do kilku portretowych zdjęć bez szczegółów. Dlatego też takich rozwiązań staram się unikać.

Jeśli model wymaga większego zaangażowania, a dostępu do oryginału nie mam, to po prostu go nie buduję. Nie potrafię i nawet nie lubię improwizować, dlatego moje modele są niezwykle bogate w szczegóły i wiernie oddają rzeczywistość.

Star został wyposażony w zabudowę furgonową i jest stylizowany na zaniedbany i porzucony gdzieś na osiedlowym parkingu pojazd w dawnym malowaniu WPHW czyli firmy zajmującej się m. in. handlem meblami w okresie PRL. Pojazd z racji wieku jest pordzewiały, malatura odrapana, a stara farba złuszczona. Wszystkie te efekty uzyskałem standardowymi technikami modelarskimi, które zapewne znane są większości czytającym ten tekst pasjonatom.

Najpierw wykonałem malowanie farbą podkładową. Na ogół używam dwuskładnikowej farby samochodowej, gdyż ma ona dobre właściwości przylegania do tworzyw sztucznych, w tym żywicy. Powłoka jest twarda a za cenę 3 różnych farb podkładowych wiodących firm modelarskich, dostaję od 0,5 do 1 litra farby samochodowej, co jest o tyle ważne, że nałożenie podkładu pochłania najwięcej surowca. W dodatku taka farba jest dostępna w kolorze popielatym, czarnym i białym. Bardzo intensywny „zapach” to praktycznie jedyna i największa jej wada.

Po pomalowaniu podkładem przyszedł czas na kolory bazowe, czyli zielony, z odrobiną modulacji, czarny na podwozie i koła oraz biały na zabudowę. Na kabinie nie używałem techniki hair spray ponieważ nie planowałem robić jej całkowicie obdartej z lakieru, więc ograniczyłem się do malowania pędzlem. Najpierw nałożyłem lakier gloss na drzwi, aplikowałem kalkomanie a następnie pokryłem całość lakierem matowym. W tym wypadku także używam lakieru samochodowego, ze względu na twardość i odporność na różnego typu chemię modelarską. Piaskowy kolor farby podkładowej, który pojawia się w miejscach obić lakieru, bardzo dobrze komponuje z zieloną kabiną i jeszcze lepiej współgra z barwą rdzy, którą zaaplikowałem już na samym już końcu prac. Krawędzie kabiny przetarłem dodatkowo „suchym pędzlem” i wszystkie prace były już z grubsza gotowe.

Traktowanie na kabiny farbą imitującą kurz, w przypadku pojazdu porzuconego i nieużywanego, mija się z celem, gdyż takie auta z reguły obmywa z zabrudzeń padający deszcz.
W przypadku zabudowy musiałem już użyć techniki „hair spray”. Dodatkowo odkryłem pewną ciekawą charakterystykę farby Tamiya. Ponieważ podczas wycierania pędzlem zwilżonym w wodzie, farba zaczyna się lekko rozpuszczać i po wyschnięciu pozostawia ślady, to zawsze staram się taki element wrzucić pod kran z bieżącą wodą by zmyć resztki farby. Jeśli tego nie zrobię, to kolor podkładu zaczyna blaknąć przez pozostającą tam rozpuszczoną farbę. Gdy natomiast element włoży się pod kran, Tamiya zaczyna pękać tworząc coś na wzór „decopuage”. To jest akurat bardzo pożądane w przypadku takiego modelu jak mój Star i bardzo atrakcyjnie urozmaica teksturę jego powierzchni. Na dachu postanowiłem dodatkowo wypróbować maski Vallejo do malowania plam rdzy, gdyż uznałem, że tam nie powinny to być typowe obdarcia farby, tylko duże plamy korozji. Na nierównym dachu często woda się gromadzi na dłużej tworząc spękania lakieru i powodując korozję. Nie wiem czy obrałem dobry kierunek, ale mnie ten efekt zadowolił.

Malowanie w barwach WPHW wykonałem przy użyciu masek modelarskich zaprojektowanych samodzielnie i zleconych do wycięcia na ploterze. Tutaj podczas odrywania masek zdarzało się, że biała farba odchodziła wraz z taśmą, ale to nie był problem. Kolory starałem się robić jako już wypłowiałe i podejrzewam, że w dużej mierze zgadzają się z tym, co kiedyś rzeczywiście było malowane na oryginalnym furgonie. Niestety, nie mamy kolorowych zdjęć z tamtego okresu, a wszelkie koloryzowanie czarno-białych fotografii to wciąż inwencja twórcza osoby się tym zajmującej.

Jeśli chodzi o podwozie, to na czarną farbę podkładową naniosłem rdzę. Uzyskałem ją poprzez strzepywanie różnych odcieni rdzawych farb z pędzla, a jako farby użyłem zestaw Ammo. Taki zabieg także jest dobrą bazą i teksturą do późniejszej techniki hair spray. Ja akurat zostawiłem tą rdzę, chcąc uzyskać efekt starego zardzewiałego grata. Mam nadzieję, że efekt moich prac spodoba się czytelnikom.

Marcin Jankowski (tekst i zdjęcia) Grzegorz Rutka (oprac.)

Udostępnij: